Dosłownie, leżę. Zmogła mnie choroba, dwa tygodnie chodziłam do pracy przeziębiona bo przecież jestem tam niezbędna... Potrzebowałam jednak bodźca by udać się do lekarza i wczoraj taki się zdarzył. Okazało się, że mam anginę ropną i jestem na zwolnieniu. Leżę więc w łóżeczku córcia dostarcza mi herbatkę - tak to ja mogę. A praca? niema ludzi niezastąpionych, radzą sobie beze mnie. Leżę i obmyślam, co będę decoupagować. Krzesła do kuchni, czekają w garażu - bo w kuchni ostało się jedno w miarę normalne i jakieś dwa taborety. Dwa krzesełka (komplet zakupiony w TESCO!) zamęczył szanowny pan mąż. Muszę się wziąć bo chyba będziemy jadać na stojąco. Może jeszcze przerobię półkę na przyprawy coby pasowało do krzesełek, ach zapomniałam zaraz po pierwszym października zabieram się za bombki, przecież święta idą.
Lawendowa skrzyneczka, a bombeczka w tle.